25 mar 2012
Viktoria Polikowska młoda poetka Goscina
24 marca 2012r W domu Kultury w Gościnie odbył się Wieczór Poetycko – Literacki, podczas którego Marzena Polikowska deklamowała bajkę Viktorii pt. „Rzeka”
Rzeka
Nad łąkami i polami mgła się wije tumanami,
skrzeczą żaby, wśród sitowia, każda do snu jest gotowa.
W kwiatach milkną już cykady, kołysankę szumią trawy.
Wieczór się na palcach skrada, baśnie piękne opowiada.
O czym baśnie. O Gościnie i o całej naszej gminie.
Otwórz oczy i posłuchaj, co tam szepce ci do ucha.
Nagle tuż przed twoim wzrokiem, coś rozkwita nad wzgórz stokiem
i błyszczące rzuca blaski, most tęczowy ponad laskiem.
Skąd się wziął łuk kolorowy?
To jest temat baśni starej. O nim szepczą w leśnym jarze,
mchy wilgotne i zielone opowieści nieskończone.
Toczy tam też wody rzeczka, mała śliczna jak wstążeczka.
W pluskach słuchać śmiechu dźwięki, a gdzie płynie? Do mateńki.
Wiatr też gwiżdże o tym w trzcinach, bo Gościnka to dziewczyna.
A jej matka? To Parsęta, która płynąc wdzięcznie skręca,
niosąc wody swej bezliku, do zielonych wód Bałtyku.
Matka córce wielce rada, pluszcząc wszystkim opowiada
jaka śliczna to mościanka – jej córeczka Gościnianka.
I faktycznie racja była, bo dziewczyna piękna, miła.
Włosy złote, szare oczy. Wszystkich może zauroczyć.
Wielkiej także jest ogłady, pierwsza zawsze do zabawy.
Kiedy jeno tylko chciała, z wody sobie powstawała,
aby tańczyć po murawie, wypytywać cne żurawie.
O ploteczki, wieści nowe, które krążą po dąbrowie.
Czasem kiedy zmierzch nadchodzi, klucz dzikiego ptactwa schodzi.
Opowieści niosąc nowe. Baśnie śliczne, kolorowe.
Gościnianka rada słucha, co gęgają jej do ucha.
Karmi gości delicjami. Sama zaś ich historiami,
zachwycona się uśmiecha. Na legendy nowe czeka.
Gdy już baśni była syta, znów o nowe sprawy pyta.
-Wiele wieści nowych znacie, kiedy niebem podążacie.
Lecz ciekawa jestem wielce, kto z was bywał na Parsęcie.
Co porabia rzeka ona?Co tam słychąć na jej toniach?
To mateńka moja miła. Dawno u niej już nie byłam.
I stęskniona jestem srodze. Chętnie was też wynagrodzę.
Gdy usłyszę wiadomości o tej rzece drodzy goście.
Stary gąsior głową kręci-Na opowieść ja mam chęci,
a choć prawić będę dziwa, ta historia jest prawdziwa.
Potem już wygodnie siada i nowiny opowiada.
-Czy widziałaś jak czasami mewy krążą nad polami?
Wypatrując kogoś z góry. Krzyczą głośno ponad chmury.
To posłanki do twej matki. Do Parsęty od Juratki.
Pani rzeka posłom rada. Piękną suknię na się wkłada.
I zaprzęgiem w sto łososi, pędzi, bo Jurata prosi.
Piękna jest Bałtycka pani. Bursztynowa szata na niej.
Włosy jej do stóp się wiją, a wśród nich rozgwiazdy kryją.
W dłoniach dzierży miecz perłowy, którym czasem ścina głowy.
Niegodziwców, którzy w złości zniszczyć chcą jej morskie włości.
Uśmiechnęła się Jurata, od uśmiech lśni komnata.
Głosem niczym poszum fali, który czasem słyszysz w dali,
przywołuje wierną sługę. Muszę prosić o przysługę.
Otóż w gajach jantarowych, mamy żłobek łososiowy…
Lecz co roku gaj dojrzewa i bursztyny swe rozsiewa,
po calutkiej mej krainie. Bałtyk zaś z jantaru słynie.
Opadają z drzew jak grad, cały świat jest z tego rad.
Lecz niestety, te bursztyny straszą małe te dzieciny.
Płaczą , piszczą, desperują, bo spokoju potrzebują.
Prośbę mam, Parsęto miła. Chcę byś ty się przyczyniła,
do rozrodu rybiej młodzi. Niech na twoje wody wchodzi:
łosoś, troć i pstrąg tęczowy, aby tam odbywać gody.
Rzeczna pani ukłon składa i z uśmiechem odpowiada.
Chętnie przyjmę ryby w gości, by przyczynić ci radości.
Gdzieś przy źródle mojej wody, stworzę dla ryb raj lęgowy.
Co przyrzekła to zrobiła. Żłobek zaraz urządziła.
Tam gdzie ma najczystsze wody. Już na tarło jest gotowy.
Małe rybki falą pieści, w fałdach sukni swojej mieści.
Śpiewa śliczne kołysanki, rozpieszczając wychowanki.
Umilkł gąsior, dziobem mlaszcze, a Gościnka w rączki klaszcze. -Pięknie ci dziękuje panie, za opowieść o mej mamie.
Ja też wezmę się za sprawy. Dosyć próżnej mej zabawy.
Gdy już goście odlecieli, nasza rzeczka cała w bieli.
Wnet do młyna popłynęła i za prace się tam wzięła.
Miele w żarnach złote zboże i nie męczy się broń Boże.
Jej radosny śmiech jak echo, poniósł wiatr, gdzieś ponad rzeką.
Śmiech do uszu matki wpada, ona bardzo z niego rada.
I do córki ukochanej śle tęczowy szal.
Utkany z mokrej rosy i promieni. W słońcu się prześlicznie mieni.
Gdy się już znów pojawi tęcza, będziesz widzieć, że Parsęta
do Gościnki się odzywa. Do powrotu rzeczkę wzywa,
a ta skacząc po kamykach, pląsa w wody swej strumykach.
Przez parowy, leśne błonia, aby spocząć w matki toniach.






























































































































































































